Siedzę z gorącą kawą. Nie poszłam do szkoły. Nie miałam siły się ruszyć. Znowu przyszła zima, kompletnie nas zasypało, mróz. A już cieszyłam się, że zaraz zmienię ciężkie buty na trampki.
Waga z rana - 74,3 kg. :) Nieźle. Tak do świąt chciałabym zobaczyć te 70 kg. Niewiarygodne, że to się dzieje. Że naprawdę chudnę! Ktoś może powiedzieć "ee tam, nie ma się czym podniecać, nadal ważysz strasznie dużo." Owszem, ale jestem tak dumna że te 6-7 kg już za mną. Kupiłam sobie spodnie o rozmiar mniejsze i miałam dobry humor przez resztę dnia. :)
Dzisiaj urządzam sobie wagary, ale nie spędzę dnia w łóżku. Muszę ogarnąć matmę, po południu mam biologię. Wieczorem siadam do chemii. Boże, oby było warto. A co jak nie dostanę się na żadne studia? Strasznie chciałabym wyjechać do Gdańska. Kocham to miasto, strasznie mnie do niego ciągnie. Nie chce siedzieć bezczynnie rok w domu, a z drugiej strony nie chcę iść na beznadziejne studia, bo to też bez sensu.
Jeszcze trochę. Jeszcze 2,5 miesiąca i najdłuższe wakacje w życiu! Wytrzymam. A w maju siłownia, którą mam praktycznie pod nosem i rzeźbię piękny brzuszek:) Nawet nie zależy mi na tak na tej wadze, co na pięknym brzuchu. Mogłabym nawet ważyć 100 kg, mieć płaski brzuch a całą wagę zwalić na mięśnie :P. W sierpniu jadę nad morze i chcę dumnie paradować w bikini, a nie zasłaniać się ręcznikiem jak to było do tej pory.
Odchudzanie z kimś motywuje. Wspieramy się wzajemnie gdy któraś ma gorszy dzień i tak już leci drugi miesiąc intensywnej diety.
Moim kolejnym celem jest nosić w wakacje krótkie szorty do krótkich conversów. Strasznie mi się to podoba, ale niestety moje uda były do tej pory za wielkie ;P
poniedziałek, 11 marca 2013
sobota, 2 marca 2013
Cel I
Tak długo wyczekiwany, upragniony, wymarzony cel I - OSIĄGNIĘTY :))
W końcu. Po tylu wzlotach i upadkach waga pokazała 75 kg! Dotrwałam! Teraz czuję że mogę wszystko i wiem że kolejne cele osiągnę bez problemu.
Widzę po ubraniach że chudnę. Czuje się lepiej sama ze sobą, chce mi się patrzeć na ludzi i uśmiechać się do nich. Ludzie z klasy mówią mi że schudłam. Cudownie! :)
W szkole nawał, matura coraz bliżej. Zaczynam się porządnie stresować. Tak bardzo chcę żeby już było po.
I chcę jechać na zakupy, przecież potrzebuje nowych ubrań! :)
W końcu. Po tylu wzlotach i upadkach waga pokazała 75 kg! Dotrwałam! Teraz czuję że mogę wszystko i wiem że kolejne cele osiągnę bez problemu.
Widzę po ubraniach że chudnę. Czuje się lepiej sama ze sobą, chce mi się patrzeć na ludzi i uśmiechać się do nich. Ludzie z klasy mówią mi że schudłam. Cudownie! :)
W szkole nawał, matura coraz bliżej. Zaczynam się porządnie stresować. Tak bardzo chcę żeby już było po.
I chcę jechać na zakupy, przecież potrzebuje nowych ubrań! :)
sobota, 2 lutego 2013
byle do przodu
Witajcie Kochane :)
Co do diety - idzie super :)
W ogóle wczoraj taki dziwny dzień. Normalnie jak wstaje, jestem głodna i na śniadanie jem owsiankę, ale nie wczoraj. Kompletnie nie chciało mi się jeść.. Do szkoły też nie wzięłam porządnego śniadania tylko wafle ryżowe, a to dlatego, że w domu nie było chleba -.- . I nie byłam głodna przez cały dzień! Obiad zjadłam dla zasady.
Później ze znajomymi pojechaliśmy na miasto. Wypiłam jedno piwo, ale oni poszli na hot-doga. Ja nie tknęłam :D nawet nie miałam ochoty.
Teraz spędzam mnóstwo czasu nad książkami, ale dobrze mi idzie. Coraz lepiej rozumiem chemie, ogarniam biologię. Mam nadzieje, że matura pójdzie dobrze. Tylko o matmę się boję.
Wszyscy żyją miłością, związkami a ja jestem gdzieś obok tego. Przesiaduje nad książkami, w piątki wyruszam na miasto ze znajomymi i tak leci tydzień za tygodniem. Od ponad roku jestem sama. Trochę brakuje mi kogoś kto byłby obok. Chyba tęsknie za czymś co było.
Włosy również mają się świetnie :) Pije skrzyp i pokrzywę i widzę efekty. Polecam! Obecnie używam olejku Khadi, włosy rosną jak szalone, pojawił się wysyp babyhair. Super! :)
Jest dobrze:)
Co do diety - idzie super :)
W ogóle wczoraj taki dziwny dzień. Normalnie jak wstaje, jestem głodna i na śniadanie jem owsiankę, ale nie wczoraj. Kompletnie nie chciało mi się jeść.. Do szkoły też nie wzięłam porządnego śniadania tylko wafle ryżowe, a to dlatego, że w domu nie było chleba -.- . I nie byłam głodna przez cały dzień! Obiad zjadłam dla zasady.
Później ze znajomymi pojechaliśmy na miasto. Wypiłam jedno piwo, ale oni poszli na hot-doga. Ja nie tknęłam :D nawet nie miałam ochoty.
Teraz spędzam mnóstwo czasu nad książkami, ale dobrze mi idzie. Coraz lepiej rozumiem chemie, ogarniam biologię. Mam nadzieje, że matura pójdzie dobrze. Tylko o matmę się boję.
Wszyscy żyją miłością, związkami a ja jestem gdzieś obok tego. Przesiaduje nad książkami, w piątki wyruszam na miasto ze znajomymi i tak leci tydzień za tygodniem. Od ponad roku jestem sama. Trochę brakuje mi kogoś kto byłby obok. Chyba tęsknie za czymś co było.
Włosy również mają się świetnie :) Pije skrzyp i pokrzywę i widzę efekty. Polecam! Obecnie używam olejku Khadi, włosy rosną jak szalone, pojawił się wysyp babyhair. Super! :)
Jest dobrze:)
niedziela, 27 stycznia 2013
celebruj każdą z chwil.
Tak jak szybko ferie się zaczęły tak szybko minęły.
Juro znowu szkoła i coraz ostrzejsze przygotowanie do matury.
I od jutra razem z koleżanką zaczynamy dietę i ćwiczenia. Może wspólna praca zmotywuje każdą z nas?
Muszę wstać rano zrobić sobie zdjęcie, wejść na wagę, zmierzyć się. Przeczuwam straszny poranek :D
Ale cóż...Jak nie teraz to kiedy? Nie można przerywać walki o siebie. Mimo, że jestem znów w punkcie wyjścia.
Co do jedzenia mam zamiar skupić się nie tyle na kaloryczności co na jak najmniejszym indeksie glikemicznym. I przede wszystkim zdrowo, 5 posiłków dziennie, ostatni jakoś z 3 godziny przed snem. Nie ma sensu żebym nie jadła po 18, bo np. w poniedziałki jestem w domu dopiero o 19 i zdarza mi się w tygodniu siedzieć do nocy nad książkami. Jeżeli nie jadłabym po 18, a siedziała np. do 2 to nie skupiłabym się na nauce, a prawdopodobieństwo napadu i pożarcia wszystkiego co znajdę w lodówce jest ogromne.
Ćwiczenia - zaczynam 30 dni z Jillian Michaels. 3 levele po 10 dni każdy. Zobaczymy :) Moim celem jest wypracowanie pięknego brzucha.
Ważenie jutro, następne za miesiąc.
Teraz czeka na mnie jeszcze chemia.
No i co byle do przodu i byle do wiosny :)
Juro znowu szkoła i coraz ostrzejsze przygotowanie do matury.
I od jutra razem z koleżanką zaczynamy dietę i ćwiczenia. Może wspólna praca zmotywuje każdą z nas?
Muszę wstać rano zrobić sobie zdjęcie, wejść na wagę, zmierzyć się. Przeczuwam straszny poranek :D
Ale cóż...Jak nie teraz to kiedy? Nie można przerywać walki o siebie. Mimo, że jestem znów w punkcie wyjścia.
Co do jedzenia mam zamiar skupić się nie tyle na kaloryczności co na jak najmniejszym indeksie glikemicznym. I przede wszystkim zdrowo, 5 posiłków dziennie, ostatni jakoś z 3 godziny przed snem. Nie ma sensu żebym nie jadła po 18, bo np. w poniedziałki jestem w domu dopiero o 19 i zdarza mi się w tygodniu siedzieć do nocy nad książkami. Jeżeli nie jadłabym po 18, a siedziała np. do 2 to nie skupiłabym się na nauce, a prawdopodobieństwo napadu i pożarcia wszystkiego co znajdę w lodówce jest ogromne.
Ćwiczenia - zaczynam 30 dni z Jillian Michaels. 3 levele po 10 dni każdy. Zobaczymy :) Moim celem jest wypracowanie pięknego brzucha.
Ważenie jutro, następne za miesiąc.
Teraz czeka na mnie jeszcze chemia.
No i co byle do przodu i byle do wiosny :)
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Nieważne ile razy upadniesz, ważne ile razy się podniesiesz.
Czy nowy wygląd bloga oznacza powrót? Nie wiem, lepiej tego tak nie odbierać. Nie nazywam tego wielkim powrotem, nowym początkiem. Potraktujmy ten wpis jako nowy post po długiej przerwie.
Faktem jest, że regularne pisanie na blogu pomaga mi w utrzymaniu porządku ze sobą, motywuje do pracy i daje większego kopa. Ale czy po takiej przerwie i nieobecności na Waszych blogach ktoś jeszcze tu zagląda i czyta te moje wypociny?
Chęć bycia perfekcyjną siedzi we mnie ciągle. Dlaczego? Bo mam to w głowie, czy może dlatego, że jestem kobietą i patrząc na stereotypy my ciągle się odchudzamy i obiecujemy sobie, że teraz to już ten prawdziwy, ostatni raz. Nie poddamy się i w końcu doprowadzimy swoje ciało do wymarzonego wyglądu. Tylko co to znaczy ten "wymarzony wygląd"? Nie jest tak że im więcej dostajemy tym więcej chcemy? Czy ta wędrówka ma gdzieś swój koniec?
Blog postaram się prowadzić w sposób modowo-urodowy. Moda zawsze była moją pasją, uroda także. O odchudzaniu i odżywaniu oczywiście też będzie mowa.
Zaczyna się drugi tydzień ferii. Obiecałam sobie, że nadrobię biologię i chemię i jestem z siebie zadowolona. Pierwszy tydzień siedziałam nad biologią, teraz zaczynam maraton z chemią. Jestem dumna, że zmobilizowałam się do wstawania z łóżka i siadania do książek zamiast do komputera.
Ostatnio po wieczorze w pubie, poszliśmy na żarcie, czego nienawidzę, ale oczywiście zjadłam bo jakby inaczej. Zatrułam się. Cały następny dzień wymiotowanie. Mało to romantyczne, aczkolwiek ma swoje plusy, bo teraz jak patrzę na fast-foody to mi niedobrze i wcale nie mam ochoty na takie jedzenie.
Faktem jest, że regularne pisanie na blogu pomaga mi w utrzymaniu porządku ze sobą, motywuje do pracy i daje większego kopa. Ale czy po takiej przerwie i nieobecności na Waszych blogach ktoś jeszcze tu zagląda i czyta te moje wypociny?
Chęć bycia perfekcyjną siedzi we mnie ciągle. Dlaczego? Bo mam to w głowie, czy może dlatego, że jestem kobietą i patrząc na stereotypy my ciągle się odchudzamy i obiecujemy sobie, że teraz to już ten prawdziwy, ostatni raz. Nie poddamy się i w końcu doprowadzimy swoje ciało do wymarzonego wyglądu. Tylko co to znaczy ten "wymarzony wygląd"? Nie jest tak że im więcej dostajemy tym więcej chcemy? Czy ta wędrówka ma gdzieś swój koniec?
Blog postaram się prowadzić w sposób modowo-urodowy. Moda zawsze była moją pasją, uroda także. O odchudzaniu i odżywaniu oczywiście też będzie mowa.
Zaczyna się drugi tydzień ferii. Obiecałam sobie, że nadrobię biologię i chemię i jestem z siebie zadowolona. Pierwszy tydzień siedziałam nad biologią, teraz zaczynam maraton z chemią. Jestem dumna, że zmobilizowałam się do wstawania z łóżka i siadania do książek zamiast do komputera.
Ostatnio po wieczorze w pubie, poszliśmy na żarcie, czego nienawidzę, ale oczywiście zjadłam bo jakby inaczej. Zatrułam się. Cały następny dzień wymiotowanie. Mało to romantyczne, aczkolwiek ma swoje plusy, bo teraz jak patrzę na fast-foody to mi niedobrze i wcale nie mam ochoty na takie jedzenie.
poniedziałek, 26 listopada 2012
nie wiem co się ze mną dzieje.
Nie, nie zapomniałam o Was. Nie ma opcji.
Po prostu nie mam czasu teraz na nic. Nawet na głupie posprzątanie biurka.
Wszędzie książki, wszędzie notatki, niedługo zapomnę jak wygląda mój pokój w stanie "normalnym". Matura, matura, na każdym kroku to słyszę. A zamiast coraz intensywniej się uczyć, coraz mniej mi się chce. Przez pogodę? Porę roku? Brak motywacji? Czy zwykłe lenistwo? Pisanie biologii i chemii na poziomie rozszerzonym to samobójstwo. Nie wiem czy jestem tak głupia, tak bardzo się do tego nie nadaję?
Widzę siebie, jak witam nowe życie, w Gdańsku, na Uniwersytecie Medycznym. O Boże ...
Co się dzieje z ludźmi? Z tymi bliskimi, którzy nagle stają się tak obcy. To my się zmieniłyśmy czy on? Przyjdzie koniec roku w kwietniu, matura w maju i koniec. Kontakt się urwie.
Nie wiem co się ze mną dzieje ostatnio. Jedyne co mi się chce to wyć. Wejść pod kołdrę i nigdy z niej nie wyleźć.
Waga? Nie wiem, na oko jakieś 300 kg.
Po prostu nie mam czasu teraz na nic. Nawet na głupie posprzątanie biurka.
Wszędzie książki, wszędzie notatki, niedługo zapomnę jak wygląda mój pokój w stanie "normalnym". Matura, matura, na każdym kroku to słyszę. A zamiast coraz intensywniej się uczyć, coraz mniej mi się chce. Przez pogodę? Porę roku? Brak motywacji? Czy zwykłe lenistwo? Pisanie biologii i chemii na poziomie rozszerzonym to samobójstwo. Nie wiem czy jestem tak głupia, tak bardzo się do tego nie nadaję?
Widzę siebie, jak witam nowe życie, w Gdańsku, na Uniwersytecie Medycznym. O Boże ...
Co się dzieje z ludźmi? Z tymi bliskimi, którzy nagle stają się tak obcy. To my się zmieniłyśmy czy on? Przyjdzie koniec roku w kwietniu, matura w maju i koniec. Kontakt się urwie.
Nie wiem co się ze mną dzieje ostatnio. Jedyne co mi się chce to wyć. Wejść pod kołdrę i nigdy z niej nie wyleźć.
Waga? Nie wiem, na oko jakieś 300 kg.
poniedziałek, 1 października 2012
czasem trzeba się zgubić, aby się odnaleźć
Październik rozpoczynam z wagą 76,3 kg i masą nowych postanowień.
Waga - cóż mogłaby być niższa, ale ważne, że nadal spada. Przez pierwsze tygodnie diety był taki duży spadek no bo wiadomo - na początku schodzi woda. Ale nie przestanę, nie po to zaczęłam znów, żeby teraz przerwać.
A październikowe postanowienia? Przedstawiają się następująco :
*wstaje rano, bez marudzenia. Żebym później nie latała jak głupia, w panice i złości, że spóźnię się na autobus.
*uczę się biologii i chemii. Na resztę leje, inaczej się nie da. Nie mogę dać się zwariować. Teraz najważniejsze są przedmioty maturalne. Reszta się nie liczy.
*trzymam dietę - z tym nie będzie problemu :)
*koniecznie i obowiązkowo pamiętam o zrobieniu sobie śniadania do szkoły, żebym nie była zmuszona kupować tych bułek w szkole - które fakt, są dobre, ale mają za dużo sosu kanapkowego .
*basen, rower, jakakolwiek aktywność. Tak z 3-4 razy w tygodniu bym chciała.Przy dużym nawale nauki chociaż 1-2 razy w weekend.
Tak bardzo zdrowe jedzenie weszło mi w krew. Teraz, jak zjem obiad bez dodatku jakichkolwiek warzyw, mój organizm się buntuje. Jest mi niedobrze i źle się czuje.
Jak czasem patrze w szkole co jedzą moi znajomi to jestem w ciężkim szoku. Same jasne bułki, obsmarowane masłem, kilogramy żółtego sera, gazowane słodkie napoje, drożdżówki, batony.Na obiad kebab, pizza. Mogłabym tak wyliczać w nieskończoność.Niesamowite jest to, że sama też tak kiedyś jadłam! Po powrocie ze szkoły potrafiłam oprócz obiadu zjeść jeszcze paczkę chipsów, czekoladę. Nie mówię, że już nigdy w życiu nie zjem kebaba, batona czy pizzy. Nie dajmy się zwariować. Ale będzie to najwyżej 1-2 razy w miesiącu, a nie raz na tydzień.
Sama jestem sobie winna, za doprowadzenie się do takiej wagi. Nikt we mnie na siłę nie pchał. Pozwoliłam sobie na tyle, to teraz mam. Ta ilość sadła to tylko moja wina - nikogo innego. I to ja muszę pracować, żeby się teraz tego pozbyć. Nikt za mnie nie schudnie.
Śmieszą i przerażają jednocześnie mnie dziewczyny, które zafascynowane odchudzaniem zakładają blogi, mianując się MOTYLKAMI. Planują od razu na dzień dobry tygodniową głodówkę, twierdzą że nie będą jadły, że jedzenie to zło.Chcą być PRO ANA, Ana ich przyjaciółka. Po czym po tygodniu słuch o nich na blogu zanika. Motywacja wygasła? Na motylki, na anoreksje jest jakaś moda? Tak jak na EMO kiedyś, Paktofonikę od niedawna tak teraz na anoreksję? Przecież to straszna choroba. I o co w tym wszystkim chodzi? O pokazanie się? O modę?
Waga - cóż mogłaby być niższa, ale ważne, że nadal spada. Przez pierwsze tygodnie diety był taki duży spadek no bo wiadomo - na początku schodzi woda. Ale nie przestanę, nie po to zaczęłam znów, żeby teraz przerwać.
A październikowe postanowienia? Przedstawiają się następująco :
*wstaje rano, bez marudzenia. Żebym później nie latała jak głupia, w panice i złości, że spóźnię się na autobus.
*uczę się biologii i chemii. Na resztę leje, inaczej się nie da. Nie mogę dać się zwariować. Teraz najważniejsze są przedmioty maturalne. Reszta się nie liczy.
*trzymam dietę - z tym nie będzie problemu :)
*koniecznie i obowiązkowo pamiętam o zrobieniu sobie śniadania do szkoły, żebym nie była zmuszona kupować tych bułek w szkole - które fakt, są dobre, ale mają za dużo sosu kanapkowego .
*basen, rower, jakakolwiek aktywność. Tak z 3-4 razy w tygodniu bym chciała.Przy dużym nawale nauki chociaż 1-2 razy w weekend.
Tak bardzo zdrowe jedzenie weszło mi w krew. Teraz, jak zjem obiad bez dodatku jakichkolwiek warzyw, mój organizm się buntuje. Jest mi niedobrze i źle się czuje.
Jak czasem patrze w szkole co jedzą moi znajomi to jestem w ciężkim szoku. Same jasne bułki, obsmarowane masłem, kilogramy żółtego sera, gazowane słodkie napoje, drożdżówki, batony.Na obiad kebab, pizza. Mogłabym tak wyliczać w nieskończoność.Niesamowite jest to, że sama też tak kiedyś jadłam! Po powrocie ze szkoły potrafiłam oprócz obiadu zjeść jeszcze paczkę chipsów, czekoladę. Nie mówię, że już nigdy w życiu nie zjem kebaba, batona czy pizzy. Nie dajmy się zwariować. Ale będzie to najwyżej 1-2 razy w miesiącu, a nie raz na tydzień.
Sama jestem sobie winna, za doprowadzenie się do takiej wagi. Nikt we mnie na siłę nie pchał. Pozwoliłam sobie na tyle, to teraz mam. Ta ilość sadła to tylko moja wina - nikogo innego. I to ja muszę pracować, żeby się teraz tego pozbyć. Nikt za mnie nie schudnie.
Śmieszą i przerażają jednocześnie mnie dziewczyny, które zafascynowane odchudzaniem zakładają blogi, mianując się MOTYLKAMI. Planują od razu na dzień dobry tygodniową głodówkę, twierdzą że nie będą jadły, że jedzenie to zło.Chcą być PRO ANA, Ana ich przyjaciółka. Po czym po tygodniu słuch o nich na blogu zanika. Motywacja wygasła? Na motylki, na anoreksje jest jakaś moda? Tak jak na EMO kiedyś, Paktofonikę od niedawna tak teraz na anoreksję? Przecież to straszna choroba. I o co w tym wszystkim chodzi? O pokazanie się? O modę?
P.S. Kocham zapach deszczu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





